podmiotowość wspólnoty Kościoła?

Jednym z istotnych aspektów „sprawy ks. Lemańskiego” jest ujawniający się głęboki klerykalizm instytucji kościelnych w Polsce. Celowo nie piszę „polskiego Kościoła”, gdyż właśnie ten klerykalizm sprawił, iż wspólnota Kościoła, którą odwołanie ks. Lemańskiego dotknie najbardziej – tj. wspólnota parafialna w Jasienicy – została praktycznie pozbawiona głosu w procesie decyzyjnym. Nie mówię tylko o pojawiających się w mediach głosach, że ks. Lemański niepotrzebnie włącza w tę kwestię swoich parafian (choć są to głosy absurdalne – traktują bowiem dorosłych, zaangażowanych chrześcijan jak dzieci, których należy trzymać jak najdalej od kłótni dorosłych, choćby nawet kłotnia ta dotyczyła ich bezpośrednio).
Jeszcze bardziej ów arogancki klerykalizm ujawnił się w wypowiedzi księdza przysłanego z warszawsko-praskiej kurii, by przejął parafię. Na stwierdzenie ks.Lemańskiego, iż zaprasza w dniu następnym, by przekazanie dokonało się w obecności Rady Parafialnej, odpowiedział, że ponieważ ks. Lemański już nie jest proboszczem, powołana przez niego Rada Parafialna została rozwiązana – więc propozycja ks. Lemańskiego nie ma sensu. Być może miał rację z punkty prawa kanonicznego. Ale to tym gorzej dla prawa – jeśli bowiem ów ksiądz miał rację, pokazuje to, jak bardzo nie-podmiotowo prawo kanoniczne traktuje parafian. Zwróćmy jednak uwagę, co ta wypowiedź ujawnia niezależnie od kwestii prawnych: że zaangażowani członkowie parafii, reprezentujący całą wspólnotę nie mają w mniemaniu kurii (i biskupa?) właściwie nic do gadania, ani nawet nie warto, by byli obecni przy przekazaniu parafii administratorowi. To powinno być oczywiste, że takie wydarzenie, zwłaszcza w takim kontekście, nie może się odbyć bez najbardziej zaintersowanych – tj. bez wspólnoty Kościoła, a przynajmniej bez jej przedstawicieli. Klerykalizm naszych kościelnych instytucji jest przerażający.
Całe szczęście, że – jak pokazuje zaangażowanie jasienickich parafian – Lud Boży się budzi.

18 Komentarze

  1. Szanowny Panie,

    Zapomniał Pan o jednej rzeczy: otóż takie byty jak Rada Parafialna mają charakter jedynie doradczy; ich istnienie jest jedynie dodatkiem.

    Kościół bowiem nie jest demokracją: ma naturę hierarchiczną, co samo w sobie jest nie jest oznaką klerykalizacji. Biskup zatem nie musi odwoływać się do głosu jakiejkolwiek wspólnoty, tym nie mniej powinien, chociażby ze względu na dobro parafian i w celu uniknięcia skandalu.

    Zwracam jeszcze uwagę, że posługiwanie się zwrotem wspólnota Kościoła w niniejszym przypadku jest błędem: jest bowiem jeden Kościół: Święty Kościół Katolicki (patrz encyklika Mystici Corporis Christi). Możliwe jest zatem wspólnota parafialna, czy też wspólnota diecezjalna – natomiast istnieje tylko jedna wspólnota Kościoła i jeden Lud Boży, tak jak to wskazał czcigodny Sługa Boży Pius XII. Przeciwstawianie Ludu Bożego hierarchii jest błędem, wynikającym z próby demokratyzacji Kościoła, co jest sprzeczne z jego boskim charakterem.

    • Drogi badź droga El_Duce!

      Dziękuję za wyważony, spokojny komentarz, który przypomina prawdę o funkcjonowaniu Kościoła.
      W istocie, często zapominamy o tym, że w Kościele nie ma demokracji, gdyż jest strukturą hierarchiczną i opartą na posłuszeństwie. Można otworzyć dyskusję na temat zasadności władzy pasterskiej, jaka związana jest ze święceniami, niemniej nie można zapomnieć o tym, iż taka władza jest i takiej, jako członkowie wspólnoty Kościoła, jesteśmy poddani.

      Można też otworzyć dyskusję na temat konieczności słuchania świeckich chrześcijan i niechrześcijan, przy podejmowaniu poszczególnych decyzji.

      Z nadzieją na dalsze rozmowy i teksty, w których słychać i czuć wierność zasadom KK.

      Pozdrawiam!
      ortodoksyjny katol

  2. Więc, które znaczenie słowa parafianin pasuje do zaistniałej sytuacji?

    parafianin
    1. «członek parafii»
    2. daw. «człowiek zacofany i ograniczony»

    Słownik języka polskiego

  3. Szanowny Piotrze,

    Bardzo trafny komentarz i mało obecny w blogach i na forach dyskusyjnych. Zasmuca brak kultury dygnitarzy, którzy przyjeżdżają do — jak rozumiem z poprzedniego wpisu –pana/i El Duce — dodatku.
    Jako dodatek wyrażam solidarność z dodatkami z parafii byłego, jak na razie proboszcza Lemańskiego. Sytuacja jak z Barei. Nie ma takiego miasta Londyn. Nie ma rady parafialnej, a ludzie dookoła w kupie, zdumieni.
    A Pana/ią El Duce prosiłbym o jakąś precyzyjną definicję do czego jestem dodatkiem, w jakiej encyklice mogę o tym przeczytać i czy tam jest na pewno, że „dodatek”, a już najchętniej prosiłbym o jakiś ustęp z Ewangelii, bo szczerze pisząc, tyle tych encyklik, ale Benedykta, czytałem, dobre: szczególnie tam, gdzie Adorno i Horkheimera cytuje. (Horkheimer i Adorno! Czy oni nie byli przypadkiem obrzezani? Czy to nie jacyś marksiści? Co na to Fronda?)
    A skoro tylko „dodatek”, to po co takie dodatki?Żeby ludziom się wydawało, ze mają jakieś znaczenie?

    Czekam z ciekawością.

    Pozdrawiam
    Paweł Rogala (Grodzka 60 :))

  4. W Kościele Rzymskokatolickim wszystkie ciała doradcze kończą swoje funkcjonowanie wraz z tym, któremu doradzały: tak jest zarówno w wypadku proboszcza, jak i biskupa. I jest to rozsądne, bo i tak podczas wakatu władzę wypełnia zawsze jedna określona osoba. A z parafianami można rozmawiać nawet, kiedy Rady Parafialnej nie ma. Stwierdzenie „tym gorzej dla prawa” jest infantylne.

  5. Szanowny Panie Pawle,

    Na wstępie wskazuje, że jestem mężczyzną, ułatwi to zapewne komunikację.

    Odnośnie do encykliki, to wskazuję na pkt. 13, cytując za wersją angielską:

    „13. If we would define and describe this true Church of Jesus Christ – which is the One, Holy, Catholic, Apostolic and Roman Church [12] – we shall find nothing more noble, more sublime, or more divine than the expression „the Mystical Body of Christ” – an expression which springs from and is, as it were, the fair flowering of the repeated teaching of the Sacred Scriptures and the Holy Fathers.”

    Natomiast jako dodatek nazwałem Radę Parafialną, która z prawnokanonicznego punktu widzenia nie ma nic do rozmowy. Inaczej jest z wiernymi, którzy mają szereg praw i obowiązków (patrz kanony 212 par. 2-3, 213 i 214). Nie jesteśmy jak wierni dodatkami, lecz członkami Kościoła, z wszelkim prawami i przywilejami z tego wynikającymi – nie zmienia to jednak struktury hierarchicznej Kościoła. Tak zresztą było od początku (patrz I Sobór Jerozolimski).

    Tym nie mniej do praw wiernych nie należy wpływanie na decyzje zwierzchników, przynajmniej w taki sposób. Jeśli zaś Rada Parafialna faktycznie nie zgadzała się ze stanowiskiem arcybiskupa, to zawsze niezależnie od rekursu ks. Lemańskiego pozostawałoby zwrócenie się do odpowiedniej kongregacji, a także do nuncjusza. Rozgrywanie takich rzeczy przed świeckimi mediami jest gorszące i niepotrzebne, gdyż daje użytek antyklerykałom.

    Oczywiście sprawa została źle medialnie przeprowadzona przez arcybiskupa, chociaż prawnie kuria metropolitalna ma rację – zabrakło niestety pewnej dozy dyplomacji oraz wytłumaczenia ludziom, o co chodzi w niniejszym sporze.

    Na zakończenie podaje jeszcze dwa przepisy z k.p.k., dla obu stron sporu:

    Kan. 220 – Nikomu nie wolno bezprawnie naruszać dobrego imienia, które ktoś posiada, ani też naruszać prawa każdej osoby do ochrony własnej intymności.

    Kan. 221 -

    § 1. Wiernym przysługuje legalne dochodzenie i obrona przysługujących im w Kościele uprawnień na właściwym forum kościelnym według przepisów prawa.

    § 2. Wierni, jeżeli zostali wezwani przed sąd przez kompetentną władzę, mają prawo, by byli sądzeni z zachowaniem przepisów prawa, stosowanych ze słusznością.

    § 3. Wiernym przysługuje prawo, by nie nakładano na nich kar kanonicznych, jak tylko zgodnie z przepisami ustawy.

    Serdecznie pozdrawiam

  6. To wszystko jest bardzo skąplikowane, dyskusja która prowadzimy jest nie dyskusją lecz wyrażeniem z góry znanych nam poglądów które popieramy, albo tych, które są bliskie naszej świadomości.
    Kosciół faktycznie nie jest demokracją = DEMOS CRATOS WŁADZA LUDU, ALE W TEJ DYSKUSJI ZAPOMINAMY PO CO JEST KOŚCIÓŁ, ON NIE JEST DLA TEJ ADMINISTRACJI, DLA JAKIEGOS BISKUPA CZY KSIĘDZA. BĘDZIE ISTNIAL CHOĆBY W OSOBIE MARYJI.

  7. dajcie już pokój prawu kanonicznemu, ona ma zachowywać czlowiek a nie oceniac, jak dekalog i tak dalej przestrzeganie prawa nie zbawia (przypowieść o samarytaninie). Biskup a ktorym mowa w sprawie ks. Lemanskiego ma szanse łaski które dzięki słowu może zmenic mu serce, obojetnie kim jest, i ks. lemanski tez ma taka szanse, w swietle slowa wszyscy są równi, chodź mają inne funkcje… przepraszam za literówki

  8. Nie, nie, nie – ja nie chcę należeć do takiego kościoła! Te dyskusje pod interesującym skądinąd artykułem Pana Piotra wprowadzają mnie w jakiś nierealistyczny świat rodem ze średniowiecza! Taki kościół w XXI wieku jest anachronizmem! A gdzie duch chrześcijaństwa? Gdzie tu miejsce dla Jezusa z Nazaretu? A jeśli już o nim mowa, to czyż nie potępiał On faryzeuszów właśnie za zbyt szczegółowe przepisy prawne? I za brak ducha wiary? Przecież to On powiedział, że szabat jest dla człowieka a nie człowiek dla szabatu. Odnoszę wrażenie, że gdyby Jezus dziś przyszedł, miałby znów wiele do roboty!

  9. No, tak – wygląda na to, że WSZYSCY, tzn. i duchowni i świeccy, mamy „problem z Kościołem.” Bo dla jednych „Kościół” to przede wszystkim „pasterze” (i stąd potem donosy na ks. Lemańskiego, że „najpierw wita się ze świeckimi, a dopiero potem z duchownymi” – a przecież „powinien był wiedzieć” że taki ksiądz dziekan to ktoś o wiele, wiele, wiele WAŻNIEJSZY niż jakiś tam „pan Kowalski”) – a potem dopiero „lud wierny”, którego zadaniem jest nade wszystko pasterzy słuchać, potem utrzymywać – a także, przez małżeńskie pożycie, nowych kandydatów na pasterzy dostarczać. I tyle. A znów inni, nie tylko na tym „zgniłym Zachodzie”, wrzeszczą, że „to my som Kościołem!” – i nieważne, że ostatnio w kościele byli na ślubie babci brata szwagra syna. I potem mamy takie aberracje, jak w niektórych zachodnioeuropejskich parafiach, gdzie wierni (dosłownie!) wygonili księdza pod chór, a sami przy ołtarzu odprawiają jakieś radosne obrzędy „mszopodobne.” Jakoś sobie nie przypominam, by Jezus na Ostatniej Wieczerzy powiedział uczniom: „To wy się tu, chłopaki, bawcie sami – a Ja sobie postoję i popatrzę!” Przy okazji „sprawy ks. Lemańskiego” różni samozwańczy eksperci od Kościoła zachwycają się modelem protestanckim, gdzie wierni sami wybierają sobie pasterza – tymczasem może to niekiedy doprowadzić do tego, że „owieczki” idą tam, gdzie same chcą (nawet w kierunku przepaści), a niekoniecznie tam, gdzie iść powinny. Bo „Kościół” to w rzeczywistości I świeccy I duchowni. I właśnie to „i” – utrzymanie zdrowej równowagi między jednym, a drugim – to największy problem Kościoła. Ażeby pasterze nie byli, „jak ci, co ciemiężą gminy” – i żeby nie traktowali powierzonych sobie „owieczek” jak stada bezwolnych… baranów (nadających się, co najwyżej, do strzyżenia:)).

  10. Ogarnijcie się! Przeczytajcie Pismo Święte ze zrozumieniem i zadajcie sobie trud przeczytania kilku ogólnodostępnych publikacji na temat historii Kościoła Katolickiego, ewangelizacji i poczynań papieży, biskupów i wszelkiej maści krzewicieli wiary. MYŚLENIE PODOBNO NIE BOLI. Ktoś wyżej powołał się na Piusa XII – o zgrozo!!!
    Odpowiadając na pytanie Autora.
    Podmiotowość w KK owszem istnieje. Tą podmiotowość posiadają papieże ( nadal nieomylni), biskupi, kardynałowie. Oni są podmiotowością samą w sobie i dla siebie. A tak zwany Lud Boży jest tylko przedmiotem do realizacji wyższych idei głoszonych oczywiście i niezmiennie w imię Boga.
    Parafianie już spełnili swoją rolę, dali na wybudowanie kościoła, plebani, to teraz niech się za przeproszeniem odczepią, żeby nie powiedzieć dosadniej.
    Panie Piotrze ma Pan rację. Lud Boży się budzi
    Roma locuta est causa finita est- Kto chce, niechaj słucha- ja podziękuję za takie nauki i traktowanie.

  11. Panie El Duce,

    Dziękuję za wyczerpujące wyjaśnienia. W swoim komentarzu byłem nieco złośliwy, bo mnie ten „dodatek” rozwścieczył. Pan mi bardzo rzetelnie cytuje w dwóch językach, ale sam Pan widzi: tam o dodatku nie ma mowy. Sam,jako „dodatek” potraktowany byłem z buta dwa nieprzyjemne razy przez kurialnych dygnitarzy, bo zapewne myśleli, że jestem taki sobie, właśnie dodatek, a oni liznęli teologii i filozofii, to się znają.
    Ostatni przypadek był bardzo ciekawy z powodu „procedur” i prawa/obyczaju. W swojej parafii, do której należę jedynie formalnie, bo wolę bazylikę ojców dominikanów (mieszkałem w różnych miejscach, nie lubię parafialnej polszczyzny, czuję się związany z klasztorem, etc) próbowałem załatwić pogrzeb śp. teścia, którego przemeldowaliśmy z jego miejsca zamieszaknia (Warmia). Sprawa była nagła, onkologiczna on pół roku pracował jakoinżynier okrętowy u niemieckich armatorów. Nagły rak i nagła śmierć ze sprowadzaniem chorego z Bonn. Proboszcz mi mówi, że potrzebuje zaświadczenia z poprzedniej parafii o życiu religijnym teścia. Panie El Duce! A co ja wiem o życiu religijnym tego proboszcza?! A jak on obiektywnie jest jakimś monofizytą? Albo antytrynitariuszem? Jak ma poważnie traktować kogoś, kto pozwala upupiać nabożeństwo wielkoczwartkowe jakimiś wierszykami na „dzień księdza”? Bylem raz u siebie w Wielki Czwartek i wystarczy.
    Oczywiście bez żenady zaśpiewał co łaskę i dał do zrozumienia, że mi wielką przysługę wyświadcza.
    Poza wszystkim teść miał zaświadczenie z Niemiec od polskiego księdza, że był u spowiedzi i przyjął ostatnie namaszczenie.
    Ale problem tkwi w tych zaświadczeniach, karteczkach i rubryczkach.
    Pa mi tu zasuwa poezją mistyczną rozpisana na paragrafy i punkty a tu proza życia: zaświadczenie od kolegi proboszcza, żądane według mnie bezczelnie i prostacko. I jeśli o tym piszą gazety antyklerykalne, trudno, nasz wstyd, nasi proboszczowie. Zresztą sam chyba jestem antyklerykałem, tak jak to Piotr Sikora definiuje.
    Starszy brat po grecku to presbyteros i to, przypominam starszy brat stał na drodze Ojca i syna marnotrawnego.
    Co do Zachodu,kwesttii zagajonej w innym komentazru, wcale mnie nie pociesza, że w Ameryce murzynów biją. Mnie obchodzi Polska i emocjonalny terroryzm Michalika i Ryczana (wyjątkowo smutny przypadek).
    A co do protestantyzmu, to pytanie brzmi co to znaczy protestantyzm, bo inną strukturę mają ewangelicy augsburscy, inna reformowani, a jeszcze inną metodyści. Co do relacji wierni-hierarchia, tak katolicyzm mógłby się od ewangelików wiele nauczyć. Wiem, bo widzę pracując codziennie na terenie parafii ewangelicko-augsburskiej. Proszę Państwa, to dobry przykład. Powiedziałbym, że widzę tam świadectwo życia Ewangelią. W katolicyzmie też widzę, ale akurat był wątek protestancki w jednym z komentarzy.

    • Panie Pawle,

      Serdecznie dziękuję za odpowiedź. Pozwolę ustosunkować się do Pana wypowiedzi:
      1. Sprawa pogrzebu teścia: prawdą jest to, że ksiądz zachował się mało pomocnie i mało dyplomatycznie: mógł to rozwiązać lepiej. Miał prawo domagać się dowodów związanych z tym, czy dany człowiek uczestniczył w życiu Kościoła, nie był apostatą (częsty przypadek u Polaków pracujących w Niemczech jest apostazja w celu uniknięcia tzw. podatku kościelnego). Takim dowodem jest w szczególności zaświadczenie od innego proboszcza. Tutaj niestety wychodzą na jaw pewne braki w dostosowaniu Kościoła do nowych czasów: parafie są terytorialne, zaś ludność mobilna. Na szczęście księża korzystają coraz częściej z internetu (i piszą doskonałe blogi jak Father Z.).

      Błąd zatem znowu nie polegał w prawie, lecz na tym, jak proboszcz się zachował. Niestety tak bywa, bywało i będzie – księża są tylko ludźmi. Ponownie uważam, że jeśli zachowanie księdza było szczególnie skandalicznie, należało się zwrócić do biskupa miejscowego, a w przypadku braku reakcji do odpowiedniej kongregacji.
      Tak samo jak w przypadku, gdyby i ksiądz zaczął głosić dziwne rzeczy, nie mówiąc już o herezjach.

      O emocjonalności księży mam takie samo zdanie jak o emocjonalności polskich polityków, działaczy związkowych itp.: jest to oczywiste nadużycie. Dlatego też tak odpowiadał mi ton Benedykta XVI, który zawsze starał się w sposób stonowany i rzeczowy przedstawiać racje Kościoła, nawet jeśli dotyczyły spraw kontrowersyjnych.

      Co do protestantyzmu i wzorach od innych wspólnot: zgadzam się, że można czerpać pewne przykłady od takich grup. Kościół bowiem nie ma np. własnej nauki o zarządzaniu, nie ma powodu by się odwoływać do doświadczeń innych. Tak też zresztą bywało: zakon dominikanów powstał w reakcji na heretyckich, lecz prosto żyjących Albigensów i przyjął ich prosty tryb życia w celu uwiarygodnienia ich misji nawracania heretyków.
      Tak samo uważam, że w celu uwiarygodnienia Kościół mógłby przyjąć niektóre praktyki, tak dalece jak nie wpływają one na doktrynę Kościoła. Podkreślę tylko, że chodzi o rejon praktyki, albowiem w pozostałym zakresie to protestanci winni wyznać swój błąd i wrócić do Kościoła.

      Serdecznie pozdrawiam

      P.S. Wiem, ze to nie do Pana, ale pozwolę odnieść się do komentarza osoby ~dor.baj. Jeśli Sługa Boży Pius XII napawa Pana/Panią przerażeniem, to sugeruję nie czytać nigdy Konstytucji Dogmatycznej Lumen Gentium, gdzie papież ten jest kilkanaście razy (tylko chyba Leon XIII jest cytowany częściej), zaś cytaty z magisterium Kościoła są przywołane w ilości równej połowie cytatów z Pisma Świętego (a duża część są to cytaty z dwóch poprzednich soborów). Pięknem Magisterium jest to, że przedstawia ono ciąg myśli, które o ile należą do depozytu wiary, to tworzą jedną całość.

      A dla smaczku i wzbudzenia dalsze przerażenia na koniec daję kanon 16 sesji II Soboru Florenckiego, który to kanon obowiązuje do dzisiaj.
      [Zgromadzenie soborowe] „Mocno wierzy, wyznaje i głosi: że nikt z tych, co są poza Kościołem katolickim, nie tylko poganie, ale i Żydzi, heretycy i schizmatycy, nie mogą stać się uczestnikami życia wiecznego, ale pójdą „w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom”, jeśli przed końcem życia nie będą do niego włączeni; i że jedność ciała Kościoła znaczy tak wiele, iż jedynie ludziom w nim pozostającym sakramenty kościelne, posty, jałmużny i inne dzieła pobożności pomagają do zbawienia, a trudy chrześcijańskiej walki przynoszą nagrody wieczne, gdyż nikt – jakichkolwiek by jałmużn nie udzielał, nawet gdyby dla imienia Chrystusa przelał swą krew – nie może być zbawiony, jeśli nie pozostaje w łonie Kościoła katolickiego i w jedności z nim.”

      • Rozumiem El Duce, że czytasz zatem tylko encykliki papieskie i to co z ambony nakazują ? Jeśli tak, to wielka szkoda. Może już czas nieco poszerzyć horyzonty.
        Nie wiem czy wiesz, ale np. na Indeksie Ksiąg Zakazanych nigdy nie znalazł się ” Main Kampf” – czy to znaczy, że warto zgodzić się z takimi przemyśleniami?
        Cóż ani Zola ani Hugo ani Kopernik czy Sartre KK się nie podobali, ale Hitler jak najbardziej- no rewelacja po prostu.

        • Do moich Szanownych Dyskutantów,

          Przyznam się, że pierwszy raz uczestniczyłem w pełnoprawnej dyskusji internetowej. Dziękuję za wszelkie argumenty ad hominem oraz reductio ad Hitlerum. Niewątpliwe przyczyniły się do dyskusji.

          Wbrew pozorom nie jestem bowiem krzyżowcem ani fanatykiem – jestem tylko czytelnikiem Tygodnika od mniej więcej 10, 11 lat, który zaczął interesować się tradycyjną nauką Kościoła i dostrzegł, że Tygodnik Powszechny nie przedstawia tej nauki w sposób jasny i czytelny, a niekiedy promuje heterodoksyjne myślenie. Stąd też kiedy zobaczyłem ten wpis pomyślałem, że może warto włożyć tradycyjny punkt widzenia do dyskusji. Odpowiedzi na to były takie jakie były.

          Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam moich dyskutantów i dziękuję za wymianę poglądów.

  12. Ksiądz Wojciech Lemański proboszcz z Jasienicy
    bój toczył z biskupem – biedak się przeliczył!
    Arcybiskup Hoser władzy argumentem
    pokonał proboszcza. Z takim „elementem”
    hierarcha i tak już cackał się zbyt długo.
    Wszak proboszcz Lemański miast być Boga sługą,
    to z ateistami miewał wspólne zdanie,
    to z Żydami bywał jakby obrzezaniec.
    I chociaż w parafii dobrze pasł swe „owce”
    uległ „nieczystemu” i zszedł na manowce.
    Dla dobra Kościoła i dla świętej wiary
    ksiądz Lemański musiał doznać srogiej kary.
    Żegnali go z płaczem wierni parafianie,
    gdy z woli Hosera opuszczał plebanię.
    Teraz już emeryt – ma jakiś pokoik
    i w nim jak skazaniec dopełni dni swoich.
    Samomyślnym księżom jest „mądra” przestroga:
    słuchajcie hierarchy – on jest z woli Boga !!!

  13. Szanowny El_Duce,

    Chyba jestem przerażony Twoimi wypowiedziami.. chyba z powodu takich ludzi jak Ty nie ma w nim dla mnie miejsca…

    Jeżeli po Twoich wypowiedziach mam rozpoznawać co mówi do mnie kościół to ja nie chcę być jego członkiem. Chyba strasznie manipulujesz nauką kościoła wyrywając z kontekstu cytaty.. Jeżeli innowiercy mają być potępieni to co JPII wyprawiał całując Koran, a Franciszek chcąc Go kanonizować?? Co wyprawia Franciszek, który mówi, że nie nalezy potępiać homoseksualistów?

    Przecież jeszcze 100 lat temu Święte Oficjum odpowiadając na pytanie nuncjusza z Etiopii twierdziło, ze niewolnictwo jest zgodne ze stanem naturalnym??? Rozumiem, że w pełni zgadzasz się z takim twierdzeniem. Albo będziesz miał wymijający komentarz, że czasy były inne, ludzie niewłaściwi, ktoś coś źle zrozumiał…

    Chyba jednak w Twoim kościele (w tak wyznawanych wartościach) nie ma dla mnie miejsca. A Tobie życzę dobrych przygotowań na kolejną wyprawę krzyżową.

  14. Pragnę też (jako żona „eksa”) złożyć na Pana ręce podziękowanie dla „Tygodnika” za poruszenie tematu obecności w Kościele takich osób, jak ja, jak my. My jesteśmy, kochamy, pokutujemy, wierzymy – choć zapewne wielu „pobożnych” wolałoby, żeby nas nie było.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.